No właśnie. W związku z panującą nudą...
SZUKAM NOWYCH BLOGÓW DO OBSERWOWANIA :)
Może znajdę troszkę motywacji do wyszywania? ;)
czwartek, 9 października 2014
czwartek, 14 sierpnia 2014
Duuuzio wyszywania :)
Dalej siedzę na zwolnieniu, to już ponad trzy miesiące. No i jeszcze troszku sobie posiedzę, bo choróbsko moje okazało się być dość wredne, podstępne i w ogóle fuj. 20 sierpnia zaczynam brać chemię... mam nadzieję, że nie spowolni ona zbytnio mojego tempa wyszywania ;)
Zupełnie spontanicznie, w ciągu kilku dni, powstał konik pożerający maki ;) Wyszyte na tkaninie 20ct, muliną DMC, wielkość 15cm x 20cm :)
Ładnie oprawiłam kociego psotnika :) Aida 18ct, mulina DMC, 10cm x 15cm.
Zaczęłam wyszywać kolejną elfkę, tym razem Summer Fairy z DMC. Powiem szczerze - nienawidzę zestawów DMC. Wzory pokręcone jak muzyczka Lata z Radiem, masa ćwierćkrzyżyków, które, bądźmy szczerzy, nie wyglądają zbyt estetycznie. Do tego tempo wyszywania... masakra. Z tym fragmentem poniżej walczyłam ponad tydzień...
Dlatego wróciłam do żabek :) W ciągu czterech dni powstało ponad półtora żaby. A ile radochy z wyszywania! Tyyyyle kolorów! Uwielbiam to :))
A to mój przeszkadzajek imieniem Gacek :) Uwielbia niteczki, oj, uwielbia... :D
Pozdrawiam cieplutko i wracam do żabów! :D
Zupełnie spontanicznie, w ciągu kilku dni, powstał konik pożerający maki ;) Wyszyte na tkaninie 20ct, muliną DMC, wielkość 15cm x 20cm :)
Ładnie oprawiłam kociego psotnika :) Aida 18ct, mulina DMC, 10cm x 15cm.
Zaczęłam wyszywać kolejną elfkę, tym razem Summer Fairy z DMC. Powiem szczerze - nienawidzę zestawów DMC. Wzory pokręcone jak muzyczka Lata z Radiem, masa ćwierćkrzyżyków, które, bądźmy szczerzy, nie wyglądają zbyt estetycznie. Do tego tempo wyszywania... masakra. Z tym fragmentem poniżej walczyłam ponad tydzień...
Pozdrawiam cieplutko i wracam do żabów! :D
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Garść nowinek :)
Po pierwsze, najważniejsze - skończyłam elfkę! :) Oprawiona już czeka na dziurę w ścianie ;)
W ciągu dwóch dni powstał mini hafcik koci. Bo mnie jakoś tak natchnęło ;)
Z okazji braku okazji i powszechnie panującej nudy skończyłam też świnki ;)
A leżąc w szpitalu aktywnie produkowałam żabki.
Właśnie. Szpital mnie przygarnął na niemal dwa tygodnie. Dalej dokładnie nie wiedzą, co mi jest. A ja wiem tylko tyle, że raz mnie brzuch boli a raz nie ;) Oby wszystko się już skończyło... Pięć tygodni na L4 to stanowczo zbyt długo...
A wracając do hafcików - teraz powstaje czterokopytne stworzenie makożerne. Przepiękny będzie! Oczywiście pochwalę się jak skończę :)
Pozdrawiam cieplutko!
W ciągu dwóch dni powstał mini hafcik koci. Bo mnie jakoś tak natchnęło ;)
Z okazji braku okazji i powszechnie panującej nudy skończyłam też świnki ;)
A leżąc w szpitalu aktywnie produkowałam żabki.
Właśnie. Szpital mnie przygarnął na niemal dwa tygodnie. Dalej dokładnie nie wiedzą, co mi jest. A ja wiem tylko tyle, że raz mnie brzuch boli a raz nie ;) Oby wszystko się już skończyło... Pięć tygodni na L4 to stanowczo zbyt długo...
A wracając do hafcików - teraz powstaje czterokopytne stworzenie makożerne. Przepiękny będzie! Oczywiście pochwalę się jak skończę :)
Pozdrawiam cieplutko!
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Przeprowadzki i niespodzianki codzienności :)
Tak dużo potrafi się wydarzyć w tak bardzo krótkim czasie!
Wiele słyszałam teorii na temat miłości od pierwszego wejrzenia, o ludziach sobie wzajemnie przeznaczonych, o bratnich duszach i jednym sercu zamkniętym w dwóch ciałach.
Bądźmy szczerzy - nie wierzyłam.
Bo kto wierzy?!
No... Ci, których to spotkało.
A ja miałam to szczęście :)))
W ciągu zaledwie kilku tygodni poznałam, zakochałam się i zamieszkałam z Najwspanialszym Człekiem Jaki Kiedykolwiek Ośmielił Się Chodzić Po Ziemi :)
Wir wydarzeń wsysnął mnie tak, że nawet nie byłam w stanie zbyt wiele porządzić z wyszywaniem.
Ale ale!
Przeprowadzka w końcu dobiegła niemal końca (dzisiaj przywiozą mi pralkę pralusię praleczkę!), więc czasami znajduję chwilkę, aby cośtam podziobać :)
Elfka niemal już skończona...
Zamierzałam dodać zdjęcie dopiero jak już będą wszystkie backstitche, ale to może jeszcze troszkę potrwać... ;)
Pozdrawiam cieplutko :)
sobota, 25 stycznia 2014
Pomalutku...
Nadchodzi moment końcowy :D Zostały same półkrzyżyki. No i kontury.
Patrzajta sami!
Tyle zostało:
Tyle naprodukowałam od ostatniego posta:
A tak prezentuje się całość na chwilę obecną:
Biorę się do roboty. Chcę skończyć obrazek w ten weekend :)))
Patrzajta sami!
Tyle zostało:
Tyle naprodukowałam od ostatniego posta:
A tak prezentuje się całość na chwilę obecną:
Biorę się do roboty. Chcę skończyć obrazek w ten weekend :)))
wtorek, 7 stycznia 2014
Pogańska elfka się rozwija :)
Coraz szybciej idzie wyszywanie :) Kilka zdjęć postępów.
Jak - mam nadzieję - widać, przybyło duuużo tła po prawej i troszkę po lewej stronie. Oczywiście zbliżenie na księżyc musiało być. Strasznie jestem dumna z tego, że przetrwałam ten element obrazka :D
Pozdrawiam cieplutko :)
Jak - mam nadzieję - widać, przybyło duuużo tła po prawej i troszkę po lewej stronie. Oczywiście zbliżenie na księżyc musiało być. Strasznie jestem dumna z tego, że przetrwałam ten element obrazka :D
Pozdrawiam cieplutko :)
czwartek, 2 stycznia 2014
W końcu jakieś postępy :)
Normalnie jestem z siebie dumna! Przysiadłam na porządnie do elfki i już widać postępy :)
Skończyłam księżyc! Męczyłam go z pół roku. Strasznie nie lubię wyszywać brokatową muliną... Ale dałam radę i jestem z siebie dumna :) Zostało już tylko tło, w większości z półkrzyżyków, więc już z górki, hihihi!
A następne będę wyszywać chyba żaby :)
Skończyłam księżyc! Męczyłam go z pół roku. Strasznie nie lubię wyszywać brokatową muliną... Ale dałam radę i jestem z siebie dumna :) Zostało już tylko tło, w większości z półkrzyżyków, więc już z górki, hihihi!
A następne będę wyszywać chyba żaby :)
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Możecie mnie bić ;P
Jak w temacie ;)
Wiem, jakże zła, niedobra, wredna, paskudna jestem. Wiem.
No nie miałam ani czasu, ani serca. Do wyszywania, do robienia zdjęć, do jakichkolwiek publikacji.
Życie biegnie jak szalone. Aż ciężko uwierzyć, że minęło już tyle czasu od ostatniego posta!
Pokazywany ostatnio kot doczekał się ramki.
A tak wygląda na ścianie. Jeszcze będą tu małe poprawki (w sensie - hafciki będę wymieniać), ale na razie chyba nie wygląda aż tak źle :)
No i to, co Was ciekawi najbardziej :) Elfka! Pomału, bo pomału, ale konsekwentnie powstaje :) Oczami wyobraźni już szukam dla niej miejsca w domku. Ale jakoś nie umiem znaleźć :( A jest jeszcze druga elfka do wyszycia, letnia. Nie wspomnę o tym, że chciałabym wyszyć ich całą serię, bo okropnie mi się podobają ;P
Rok chyli się ku końcowi.
Co zrobił?
Pozbawił mnie złudzeń. To na pewno. Nauczył mnie siły, samodzielności i niezależności.
Pokazał mi, że wyróżnianie się w tłumie nie boli :) I nie trzeba tego robić wcale w sposób ostentacyjny, brutalny i chamski!
Dał mi też troszkę popalić między marcem i sierpniem, gdy ważyły się losy mojej pracy. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
W czerwcu i grudniu zesłał dosyć mocne zachwianie zdrowia. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)
Końcówka roku była dosyć intensywna. Począwszy od października, gdy znalazłam dwie przekochane bratnie duszyczki, przez listopad, cały okraszony niekończącą się imprezą, aż po grudzień, gdy ktoś wskrzesił ćmę telepiącą się gdzieś nad żołądkiem.
Znowu czuję, znowu myślę, znowu chcę i mogę.
To jest w życiu piękne.
I tego Wam wszystkim, Moi Kochani, życzę w nadchodzącym roku :)
Wiem, jakże zła, niedobra, wredna, paskudna jestem. Wiem.
No nie miałam ani czasu, ani serca. Do wyszywania, do robienia zdjęć, do jakichkolwiek publikacji.
Życie biegnie jak szalone. Aż ciężko uwierzyć, że minęło już tyle czasu od ostatniego posta!
Pokazywany ostatnio kot doczekał się ramki.
A tak wygląda na ścianie. Jeszcze będą tu małe poprawki (w sensie - hafciki będę wymieniać), ale na razie chyba nie wygląda aż tak źle :)
No i to, co Was ciekawi najbardziej :) Elfka! Pomału, bo pomału, ale konsekwentnie powstaje :) Oczami wyobraźni już szukam dla niej miejsca w domku. Ale jakoś nie umiem znaleźć :( A jest jeszcze druga elfka do wyszycia, letnia. Nie wspomnę o tym, że chciałabym wyszyć ich całą serię, bo okropnie mi się podobają ;P
Rok chyli się ku końcowi.
Co zrobił?
Pozbawił mnie złudzeń. To na pewno. Nauczył mnie siły, samodzielności i niezależności.
Pokazał mi, że wyróżnianie się w tłumie nie boli :) I nie trzeba tego robić wcale w sposób ostentacyjny, brutalny i chamski!
Dał mi też troszkę popalić między marcem i sierpniem, gdy ważyły się losy mojej pracy. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
W czerwcu i grudniu zesłał dosyć mocne zachwianie zdrowia. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)
Końcówka roku była dosyć intensywna. Począwszy od października, gdy znalazłam dwie przekochane bratnie duszyczki, przez listopad, cały okraszony niekończącą się imprezą, aż po grudzień, gdy ktoś wskrzesił ćmę telepiącą się gdzieś nad żołądkiem.
Znowu czuję, znowu myślę, znowu chcę i mogę.
To jest w życiu piękne.
I tego Wam wszystkim, Moi Kochani, życzę w nadchodzącym roku :)
sobota, 25 maja 2013
Praca wre :)
Po pierwsze - skończyłam Kotka :) Wrzuciłam go dzisiaj w antyramę, bo brakło ramek. A nie chcę, aby gnił w szufladzie ;)
W końcu zajęłam się też zakładką z mojej magicznej książeczki :)
Ruszyłam nieco Lunę...
Skończyłam też w końcu marcowego kotka. Niestety na razie brakuje mi cierpliwości do rozpoczynania kolejnych kociaków... Czekają w skrzyni na lepsze czasy...
Za to ostatnimi dniami z dziką pasją wyszywam obrazek, który dojrzewał w opakowaniu prawie rok... ;)
Uwaga uwaga, oto i moja Violet, pogańska elfka ;)
Na zdjęciu nie widać nawet jednej dziesiątej uroku tego haftu! Wszystko na nim błyszczy się i skrzy. Nie mogę się już doczekać końca :)))
Pozdrawiam i tulam ciepło! ;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






























