Po pierwsze, najważniejsze - skończyłam elfkę! :) Oprawiona już czeka na dziurę w ścianie ;)
W ciągu dwóch dni powstał mini hafcik koci. Bo mnie jakoś tak natchnęło ;)
Z okazji braku okazji i powszechnie panującej nudy skończyłam też świnki ;)
A leżąc w szpitalu aktywnie produkowałam żabki.
Właśnie. Szpital mnie przygarnął na niemal dwa tygodnie. Dalej dokładnie nie wiedzą, co mi jest. A ja wiem tylko tyle, że raz mnie brzuch boli a raz nie ;) Oby wszystko się już skończyło... Pięć tygodni na L4 to stanowczo zbyt długo...
A wracając do hafcików - teraz powstaje czterokopytne stworzenie makożerne. Przepiękny będzie! Oczywiście pochwalę się jak skończę :)
Pozdrawiam cieplutko!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piggy Seasons. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piggy Seasons. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 16 czerwca 2014
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Zapracowany Lis, RetroSAL i ufoki.
Witam witam :)
Znowuż dłuższa przerwa w notkach. Niestety sesja i praca nieco mną sponiewierały, ale już jestem, zwarta i gotowaaa :D
W Lunie mam małą przerwę. Muszę powyszywać troszkę zwykłą muliną, bo od tej wełny już mnie szlag trafia ;)
Wzięłam się za jednego ufoka. Dokładniej za Piggy Seasons. Dokończyłam lato, skończyłam krzyżyki w jesieni. Całość na chwilę obecną prezentuje się tak:
Znowuż dłuższa przerwa w notkach. Niestety sesja i praca nieco mną sponiewierały, ale już jestem, zwarta i gotowaaa :D
W Lunie mam małą przerwę. Muszę powyszywać troszkę zwykłą muliną, bo od tej wełny już mnie szlag trafia ;)
Wzięłam się za jednego ufoka. Dokładniej za Piggy Seasons. Dokończyłam lato, skończyłam krzyżyki w jesieni. Całość na chwilę obecną prezentuje się tak:
Oczywiście pracuję już nad kotkami z RetroSALa. Ale je zobaczycie dopiero 9 lutego. Mam nadzieję, że uda mi się skończyć do tego czasu kota lutowego. Na razie jestem w połowie styczniowego.
Ale pochwalę się gotowym sprzętem na najbliższe sześć kotków ;)
Zakupki poczyniono w Needle&Art, jak niemal zawsze ;) Mulina DMC, DMC Light Effect, DMC AIDA 18ct. I wydrukowane wzorki :) Uwielbiam zakupy :D
A teraz wracam do kotka ;) Tulam ciepło! ;*
niedziela, 4 września 2011
Wrzesień :)
Nadszedł, w końcu! Czasu się zrobiło jakoś więcej. W końcu mogłam dzisiaj sobie przysiąść i pohaftować spokojnie moje czworonogi :)
Zakupowo dzisiaj było. Ale niehafcikowo-zakupowo ;) Takie tam spodnie, spinki do włosów (dużo czarnych, błyszczcych piórek do moich roztrzepanych koczków! tak... mrok ze mnie ;)), 8 mulinek (malutko... wiem... ) i... kolczyk.
W sumie to dwa kolczyki połączone w jeden. Pajączek i malutka cyrkonia. A łańcuszek długości ze 2 cm. Kupiłam. No ale klops, bo mam tylko po jednej dziurce w uszach. Znaczy się... miałam. Szybko naprawiłam ten błąd i etap umraczniania postępuje dalej.
Stanowczo zaczynam się bać o moje zdrowie psychiczne ;)
Z haftów:
Skończyłam letnią świnkę :)
No i przybył spory kawałek lisa :)
Zakupowo dzisiaj było. Ale niehafcikowo-zakupowo ;) Takie tam spodnie, spinki do włosów (dużo czarnych, błyszczcych piórek do moich roztrzepanych koczków! tak... mrok ze mnie ;)), 8 mulinek (malutko... wiem... ) i... kolczyk.
W sumie to dwa kolczyki połączone w jeden. Pajączek i malutka cyrkonia. A łańcuszek długości ze 2 cm. Kupiłam. No ale klops, bo mam tylko po jednej dziurce w uszach. Znaczy się... miałam. Szybko naprawiłam ten błąd i etap umraczniania postępuje dalej.
Stanowczo zaczynam się bać o moje zdrowie psychiczne ;)
Z haftów:
Skończyłam letnią świnkę :)
No i przybył spory kawałek lisa :)
Powoli zaczynam myśleć, co następne. Ale chyba już wiem... ;)
Pozdrawiam ciepło!
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
1st New Moon
No i stało się. Nadszedł wyczekiwany Pierwszy Nów!
Jakże to mrocznie brzmi...
Niestety na wieczko dalej czasu nie znalazłam, ale... Ale słoiczko-buteleczka jest. I to już całkiem przyjemnie zapełniona ;)
A tak, przy okazji, pochwalę się niewielkimi postępami ;)
Świnki:
Już na prawdę niewiele do wyszycia mi tu zostało ;)
Myśliwi:
Czerń w tle rośnie!
Pozdrawiam ciepło :)
PS. Z okazji nadchodzącej jesieni zmieniłam szablon.
Ach, jak ja kocham wrzesień!
Niewyobrażalnie wręcz.
Ciepły wiatr grający wśród złocących się liści niczym wytrawny muzyk na ukochanym instrumencie.
Wieczorami deszcz siecze zbolałe liście bezlitosnymi strugami wody oraz lodowymi kryształami, które jak diamenty lśnią w blasku księżyca. Świat przybiera swe najstrojniejsze szaty - roziskrzone złoto łączy ze szlachetną czerwienią rubinu (tak, to kolor moich włosów!), dobierając odcienie liści tak, aby współgrały z ciemniejącą zielenią trawy (tak, to jadeitowy blask moich oczu!).U schyłku dnia niebo zmienia barwę, z czystego akwamarynu w krystaliczny ametyst. Nocą mróz ścina trawę, która iskrzy milionami skier przy najlżejszym dotyku światła. Powracają mgły, jak tiulowe szale dam tańczących na balu. Na ostatnim balu lata.
Kocham wrzesień.
Oby i w tym roku był dla mnie łaskawy.
I znów spopielił moje obawy ciepłym dotykiem szczęścia...
Jakże to mrocznie brzmi...
Niestety na wieczko dalej czasu nie znalazłam, ale... Ale słoiczko-buteleczka jest. I to już całkiem przyjemnie zapełniona ;)
A tak, przy okazji, pochwalę się niewielkimi postępami ;)
Świnki:
Już na prawdę niewiele do wyszycia mi tu zostało ;)
Myśliwi:
Czerń w tle rośnie!
Pozdrawiam ciepło :)
PS. Z okazji nadchodzącej jesieni zmieniłam szablon.
Ach, jak ja kocham wrzesień!
Niewyobrażalnie wręcz.
Ciepły wiatr grający wśród złocących się liści niczym wytrawny muzyk na ukochanym instrumencie.
Wieczorami deszcz siecze zbolałe liście bezlitosnymi strugami wody oraz lodowymi kryształami, które jak diamenty lśnią w blasku księżyca. Świat przybiera swe najstrojniejsze szaty - roziskrzone złoto łączy ze szlachetną czerwienią rubinu (tak, to kolor moich włosów!), dobierając odcienie liści tak, aby współgrały z ciemniejącą zielenią trawy (tak, to jadeitowy blask moich oczu!).U schyłku dnia niebo zmienia barwę, z czystego akwamarynu w krystaliczny ametyst. Nocą mróz ścina trawę, która iskrzy milionami skier przy najlżejszym dotyku światła. Powracają mgły, jak tiulowe szale dam tańczących na balu. Na ostatnim balu lata.
Kocham wrzesień.
Oby i w tym roku był dla mnie łaskawy.
I znów spopielił moje obawy ciepłym dotykiem szczęścia...
czwartek, 25 sierpnia 2011
Słonecznie :)
Oj oj. Długo mnie tu nie było.
Dużo się działo, rzeczy nie tylko, niestety, przyjemnych.
Ale przeżyłam i... jest dobrze. A przynajmniej dopuszczalnie dobrze.
Znaczy się - bilans powodów do śmiechu i płaczu jest około remisowy. Więc można uznać, że jest wszystko w porządku ;)
Czasu do hafcenia mało. I jeszcze, jak na złość, czas ten złośliwie się jakby kurczy.
Ale kradnę codziennie, chociażby po kilka minut, zapasy czasowe Szarej Codzienności.
I oto, co powstało przez ostatnie 2 tygodnie ;)
Aby odpocząć od rudości chwyciłam coś optymistycznego.
Latające świnki są bardzo pozytywne i przemiło się je wyszywa :)
Tutaj gotowa wiosna :)
Z wielkiej miłości do zbierania rzeczy bezużytecznych (w tym również wspomnień ;)), zapisałam się na TUSAL'a. Pojemniczek już jest, nawet troszkę zapełniony. Tylko przykrywki brak. Na szczęście pomysł na takową już kiełkuje w rudym łbie. I mam nadzieję, że do najbliższego nowiu wykiełkuje na dobre łapkami i wytworzy prześliczne wieczko ;)
A teraz, w ramach ochładzania się, wędruję do pokoju dziennego, gdzie jest stanowczo chłodniej. Nie to, żebym narzekała na pogodę, ależ skąd! Ale tam czekają na mnie mulinki ;)
Pozdrawiam ciepło!
Dużo się działo, rzeczy nie tylko, niestety, przyjemnych.
Ale przeżyłam i... jest dobrze. A przynajmniej dopuszczalnie dobrze.
Znaczy się - bilans powodów do śmiechu i płaczu jest około remisowy. Więc można uznać, że jest wszystko w porządku ;)
Czasu do hafcenia mało. I jeszcze, jak na złość, czas ten złośliwie się jakby kurczy.
Ale kradnę codziennie, chociażby po kilka minut, zapasy czasowe Szarej Codzienności.
I oto, co powstało przez ostatnie 2 tygodnie ;)
Aby odpocząć od rudości chwyciłam coś optymistycznego.
Latające świnki są bardzo pozytywne i przemiło się je wyszywa :)
Tutaj gotowa wiosna :)
A tutaj rozpoczęte (na dobre) lato :)
Oczywiście, postępy nad liskami również są. Nie tak spektakularne, jak zwykle bywały, ale jednak ;)
Teraz już powoli zabieram się za tło. Może jakoś je w końcu wymęczę... Ale nie wiem, kiedy ;)
Z wielkiej miłości do zbierania rzeczy bezużytecznych (w tym również wspomnień ;)), zapisałam się na TUSAL'a. Pojemniczek już jest, nawet troszkę zapełniony. Tylko przykrywki brak. Na szczęście pomysł na takową już kiełkuje w rudym łbie. I mam nadzieję, że do najbliższego nowiu wykiełkuje na dobre łapkami i wytworzy prześliczne wieczko ;)
A teraz, w ramach ochładzania się, wędruję do pokoju dziennego, gdzie jest stanowczo chłodniej. Nie to, żebym narzekała na pogodę, ależ skąd! Ale tam czekają na mnie mulinki ;)
Pozdrawiam ciepło!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)









