poniedziałek, 9 stycznia 2012

Labirynt Fauna

a tak na szybciutko. Bo nauka czeka. Książki czekają.
I w ogóle życie ucieka. Przecieka przez palce. Chwile są jak światło zamknięte między palcami. Trzeba korzystać teraz.
I robić wszystko już już. Nie później lub jutro.
Więc na szybko:

Prace nad różyczkami troszkę spowolniły. Ale to nie z mojej winy, a z winy przeciekającego między paluszkami czasu. Mało go było ostatnio. A zużyć było trzeba. Teraz różyczki moje różowe wyglądają o tak:


Wreszcie udało mi się uchwycić kolory. Ale za to ostrość posysa. No trudno. Coś za coś ;)

Zgodnie z obietnicą: dzisiaj dziewiąty dzień miesiąca. Więc trzeba się pochwalić słoiczkiem z nitkami :)


Na prawym paseczku dodaję nową miniaturkę :)

A teraz śmigam gotować zupę pomidorową.
Pozdrawiam! :)


"Jesteś królem świata w Twoim małym śnie
Tu nieodwracalne w żywe zmienia się
Zło zwyciężasz dobrem, nie wiesz co to lęk
Nieprawdopodobne w pewność zmienia się
W Twoim świecie cudów jest ogromny mur
Mieszka za nim pokrak, zna miliony bzdur
Jeśli w to uwierzysz wszystko zmieni się
Niewyobrażalnie zmieni się"

niedziela, 1 stycznia 2012

2011 :)

Czas podsumować rok 2011.

Dziwny był to rok. Pełen kontrastów. Pełen bezgranicznego szczęścia. A za razem wypełniony po brzegi goryczą rozczarowań.
Wspominam go z uczuciem dziwnego ciepła w okolicach czegoś, co rzekomo zajmuje się wyłącznie pompowaniem krwi.
Wciąż okazuje się, że czas lubi zataczać pełne koło. Te same wydarzenia w tych samych miesiącach.
Przekleństwo Dziewiątej dalej trwa. Jakby nie było.

W bilansie zysków i strat jestem jednak na plusie.
Znalazłam pasję i przyjemność w pozornie blahej czynności.
A oto przed Wami efekty zajmowania się ową blahą czynnością.
Czyli... wykaz hafcików skończonych w 2011 roku :)

































Wydawało mi się do tej pory, że mało prac udało mi się skończyć. Ale, z tego co widzę, nie jest źle :)

Postanowienia na 2012 rok?
Dokończyć chociaż połowę zaczętych hafcików (z naciskiem na domek blackworkowy, Elemental Cosmos, Sprytnych Myśliwych i Dimensions Roses).
Do tego zacząć (i najlepiej skończyć ;)) Peonies in Vase i Pile of Frogs.
No i liznąć troszkę puncha ;)
A poza hafcikowo: znaleźć siebie. I swoje szczęście.
Zajrzę tu za rok. I wyspowiadam się ze spełnienia (bądź nie) swoich postanowień ;P

W Nowy Rok wchodzę silna, zdecydowana, z pieśnią na ustach.
Połową wygolonej głowy. I miedzianymi włosami ;)



 

"Wśród tylu Twoich mądrych słów
Przez lata pogubiłam się
Dziś niby ta, lecz nie ta sama już
Dłonie zaciskam w pięść

Na sercu mym widniała blizna
Dzisiaj to tylko jak koszmarny sen
Nie tamta już, lecz całkiem inna
Do siebie uśmiecham się

Dzisiaj sama z sobą pogodzona
Wiem czego chcę
Teraz na kolanach odpowiadasz za swój grzech
Dzisiaj sama z sobą pogodzona
Wiem czego chcę


W kalekich myślach próżno szukać
Pokory, której tak Ci brak
Ty będziesz tam ja będę tutaj
Czy warto było?
Odpowiedz sam
"

czwartek, 29 grudnia 2011

Sacrilege!

Sacrilege, and we keep on dancing.
Heretic, whisking round and round.
Blasphemies that go round the fire.
Dont wake from your sleep.

Śpiewam, tańczę, dobrze mi, ach ach!
Nie dziwcie się. Spanie po 4h dziennie doprowadza w końcu do dziwnego stanu. Mam wrażenie, że wszystko co się dzieje wokół mnie to sen.
Ale owy sen jest dosyć interesujący. Więc nie budźcie mnie, o!

Wyszywaniowo cacy. Sami spójrzcie! :)



I dla Was owa heretycka pieśniczka, hopsa:


Sacrilege, and we keep on dancing.
Heretic, whisking round and round.
Blasphemies that go round the fire.
Dont wake from your sleep.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Ho Ho Ho!

Święta chylą się ku końcowi. A Lisic siedzi i dłubie w kanwie. Lubi ten stan błogosławionego nicnierobienia. Słodkie to. I dziko przyjemne :)

Niestety awaria komputera uniemożliwiła mi dodanie TUSALowego zdjęcia w zeszłym miesiącu. Jednak w tym nic mnie nie powstrzyma!
Niteczek przybyło od groma. Nawet nie sądziłam, że tak szybko i tak dużo ich się namnoży :)


Tadadaaa!
Pojawiło się pierwsze postanowienie noworoczne :) Każdego dziewiątego dnia miesiąca będę wrzucać nowe zdjęcie słoiczka :) Jakieś to takie miłe widzieć, że jednak COŚ się robi :)

A co do robienia: różyczki rosną!


Zdjęcie nieaktualne już. Chociaż dzisiaj robione. Listków już całkiem sporo przybyło ;)

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanej końcówki Świąt :)
Widzimy się niebawem!

wtorek, 20 grudnia 2011

Mobilizacja :)

No cóż, powoli się zbieram do kupy :)
Czas pochwalić się tym, co ostatnio dziergałam. A dziergałam całkiem sporo :)

 Oto postępy w Elemental Cosmos :)


Zrobilam sobie fajny prezent pod choinkę. Kilka zestawów do wyszywania :)
Oto jak powstają róże z Dimensions :)



A oto ukończony, świąteczny twór!
HO HO HO!


Tym świątecznym akcentem kończę notkę, bo muszę lecieć na wykład pt. "Życie to nie Carmagedon - jeżdżenie po chodnikach to nie najlepszy pomysł" ;)
Nie wiem, jak będę stała z czasem do Świąt, więc życzę Wam od razu dużo spokoju, pogody ducha i szczęścia.
Bo szczęście jest najważniejsze. I to o bycie szczęśliwym w życiu chodzi :)

Tulam!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

break

Niewiele osób wie, jak ciężko jest udawać, że jest dobrze, gdy wcale tak nie jest.
Gdy każde zamyślone spojrzenie tłumaczysz przemęczeniem, a bezsenność nieustającą pełnią. Gdy ciągłe zniechęcenie przypisujesz niedospaniu, a za wszechogarniający smutek obwiniasz pogodę.
Są dni, gdy nie chcesz pomocy. Gdy ból dodaje sił, czyni lepszym. Krystalizuje duszę, spaja rozbiegane myśli.
Wydaje się, że jest dobrze.
Wydaje się.
Wystarczy jedna rzecz. Jeden maleńki szczegół. Wystarczy niesforne ziarenko piasku, aby runął cały zamek. Delikatny powiew wiatru, aby padł kolejny domek z kart.

Uśmiecham się sennie, przecierając mokre policzki.
Łudzę się, że cokolwiek ma sens.
Łudzę się, że mam rację.
Łudzę się, że warto żyć.

Może w końcu odnajdę siłę i chęci, aby tu powrócić na stałe.
Na razie muszę posklejać stertę szkła w spokojne życie.
Tylko czemu te drobiny mają tak ostre krawędzie?
Dlaczego znowu krwawię?

...nie wiem już nic



Elemental Cosmos:

środa, 26 października 2011

TUSAL 2011 - październik

Ha! Długo mi się nie chciało, tudzież nie było napełnionych akumulatorków, tudzież światło było nie takie, lub chociaż internet padł. Ale nie lenię się, wbrew pozorom.
Mozolnie męczę tło w Sprytnych Myśliwych. A gdy tego nie robię to wyszywam pentagramik ;)

Nastał 26 października. Zatem czas pochwalić się niteczkami :)


A Elemental Cosmos wygląda już dosyć okazale ;)


Obiecałam, że publicznie obiecam coś.
No to obiecuję:
Obiecuję, że postaram się częściej tu pisywać, zdjęciować i takie tam.
I nie będę się wykręcać brakiem czasu - na przyjemności zawsze trzeba znaleźć czas! ;)

Pozdrawiam ciepło :)

środa, 5 października 2011

Ojooooj.

Znów mnie dopadł. I sprawia, że wszystko staje się nudne i pozbawione sensu.
Oto przed Państwem - syndrom "NIC MI SIĘ NIE CHCE"!

Cały dzień pławiłam się w materialnych rozkoszach, zaczynając od świeżutkich mulinek, na nowiutkim telefonie kończąc (tak, lubię się chwalić tym, na co sama zapracowałam ;)). Samsung Wave 533 to strzał w dziesiątkę jak dla mnie - masa zabawek, bajerów, a przy tym całkiem sporo logiki, która pozostaje logiczna. A mry!

Pozostając przy snobkowaniu, pochwalę się ostatnimi mulinkami.
Oto i przybywam z bukietem! ;)



Mulina pod Elemental Cosmos. Jeszcze tylko dokupić czarną kanwę (bo kawałek, który posiadam w domu, okazał się być niestety za wąski) i startuję :)

Pochwalę się również mulinkową skrzyneczką. Dzisiaj robiłam tam porządek ;)


Lubię skrzyneczki :)

Postęp w tłoczeniu nikły (ale zawsze jakiś!). Postanowiłam, że Myśliwych pokażę dopiero, jak skończę z tym tłem. A troszkę to może potrwać, niestety...

Lisia Dyplomacja troszeczkę urosła. Niewiele jednak. Niestety ostatnio jakoś krucho z czasem wolnym...


Pozdrawiam ciepło :)

sobota, 1 października 2011

Macie przechlapane ;P

Nie od dzisiaj wiadomo, że lisy to psuje pospolite. I tak też swoją klawiaturę popsułam jakieś pół roku temu, gdy niechybnie była spadła na podłogę, zacinając sobie przy tym na stałe lewą stronę klawiszy. Pisanie było udręką, to też odwykłam od kominikatorów, fejsbuków, a pisanie notek ograniczałam do minimum, gdyż męka to była nieziemska. Do tego często owy klawiatur robił mi gruch o podlogę w związku z za krótkim kablem. Łapiąc go zwykle przypadkiem naciskałam magiczny klawisz "power". Pewnie domyślacie się, jak to się zwykle kończyło.
Ale od dzisiaj koniec z męczarniami!
Zainwestowałam w prześliczną klawiaturę z równie piękną myszunią.
I siedzę sobie teraz 2 metry od monitora. I kabli zupełny brak!
Ha!
Toż to raj!
Do wizji raju dorzuca się również nowy telefon.
Samsung Chat 350.
Oj oj, Lis uwielbia sliderki z pełną klawiaturą qwerty. Można pisać, spamować, męczyć, dręczyć i Bogowie jedni wiedzą tylko, co jeszcze.
A on dodatkowo jest taki malutki, taki śliczny, słodki i w ogóle naj naj naj! No. To koniec chwalenia się zakupami. Czas pochwalić się postępami ;)



Lisia Dyplomacja mnie wsysa niesamowicie!
W przeciwieństwie do tłoczenia czerni na myśliwych ;)