Ach! Troszkę mnie nie było, ale już się tłumaczę ;)
Mianowicie... Format dysku, nowy system.
I wszystko zrobiłam sama.
Sama.
Ja ja ja, siaaama! ;)
Teraz za to system uparcie nie wykrywa podłączonego aparatu, a w tle instaluje się Picasa. Bo oczywiście chcę się pochwalić tym, co wytworzyłam ;)
Powrót do smoczka :)
Jeszcze jeden dzień i będzie skończony, hihihi :)
Następny w planach... Niespodzianka! :D
* * * * * EDIT * * * * *
Nie zauważyłam!
Dzięki wielkie za tysiąc odwiedzin!
Zakładając tę Norkę nie spodziewałam się, że tysiączek tak szybko jej strzeli :)
I tak myślę i myślę... I chyba przy następnej zmianie pierwszej cyferki zorganizuję jakieś dzielenie się cukiereczkami. Bo candy to fajna rzecz :)
Pozdrawiam ciepło! :)
Btw. Za zostawianie komentarzy nie zabijam. Ani nawet nie gryzę. Naprawdę ;)
piątek, 8 lipca 2011
niedziela, 3 lipca 2011
Awaria
No niestety mała awaria ładowarki akumulatorków. A pawie skończone, Oktaryn też, zabieram sie powoli za nowy haft. A nie jest lekko, bo mam do wyboru dużo wzorów. Jakieś 7GB. Plus kilka gazetek w wersji "rzeczywistej".
Ale motywem przewodnim są nici, które dostałam od ojczulka ;) Ponad 70 niteczek, każda w innym kolorze :D Dominują tam różne odcienie morskiego błękitu, szarości, beżu i brudnych róży, więc mam ochotę (ogromną!) z nich skorzystać ;) Waham się między kotkami na plaży, młodymi wilczkami, pyszczkiem wilka, storczykiem, a blackworkowym kotkiem (którego prędzej czy później i tak wyszyję, o!). Ale mam dziwne przeczucie, że wygra coś wilczego ;)
Zaktualizowałam nieco linki do blogów. I coraz bardziej pociąga mnie...
Scrapowanie. No spójrzcie tylko na to poniżej:
Powoli zatracam się w poczuciu absolutnego beztalencia... o.O
Pozdrawiam ciepło. I, obiecuję, w końcu uda mi się naładować akumulatorki ;)
Ale motywem przewodnim są nici, które dostałam od ojczulka ;) Ponad 70 niteczek, każda w innym kolorze :D Dominują tam różne odcienie morskiego błękitu, szarości, beżu i brudnych róży, więc mam ochotę (ogromną!) z nich skorzystać ;) Waham się między kotkami na plaży, młodymi wilczkami, pyszczkiem wilka, storczykiem, a blackworkowym kotkiem (którego prędzej czy później i tak wyszyję, o!). Ale mam dziwne przeczucie, że wygra coś wilczego ;)
Zaktualizowałam nieco linki do blogów. I coraz bardziej pociąga mnie...
Scrapowanie. No spójrzcie tylko na to poniżej:
Powoli zatracam się w poczuciu absolutnego beztalencia... o.O
Pozdrawiam ciepło. I, obiecuję, w końcu uda mi się naładować akumulatorki ;)
wtorek, 28 czerwca 2011
Pawie i wyżywanie się artystyczne ;)
Z powodu nurtującego mnie niewyżycia artystycznego sięgnęłam po farby do tkanin. I w ten sposób uzyskałam idealnie czarny kawałek kanwy oraz...
beżową kanwę w krwawe zacieki.
Mały kawałek kanwy, a mam na niego masę pomysłów. Pasowała by do tego tańcząca parka, storczyk, morderca, wampir, jakieś ciorne wieże i kruki (tudzież nietoperze). A co wyjdzie w praniu to się zobaczy ;P Postanowiłam również przy najbliższej okazji nakupić sobie różnych odcieni zieleni i błękitu. Można w bardzo łatwy sposób spreparować sobie kolorową kanwę :) Farbki taniutkie, a efekty świetne :)
A teraz idę... nie wiem. Cokolwiek.
Byle wypluć z siebie nieco jadu. Nieapetycznie się ostatnio kumuluje w ząbkach jadowych.
I kąsam jak popadnie...
beżową kanwę w krwawe zacieki.
Mały kawałek kanwy, a mam na niego masę pomysłów. Pasowała by do tego tańcząca parka, storczyk, morderca, wampir, jakieś ciorne wieże i kruki (tudzież nietoperze). A co wyjdzie w praniu to się zobaczy ;P Postanowiłam również przy najbliższej okazji nakupić sobie różnych odcieni zieleni i błękitu. Można w bardzo łatwy sposób spreparować sobie kolorową kanwę :) Farbki taniutkie, a efekty świetne :)
Pawie niemal skończone. Niestety troszkę mi brakuje motywacji, aby skubańce zszyć do końca.
A teraz idę... nie wiem. Cokolwiek.
Byle wypluć z siebie nieco jadu. Nieapetycznie się ostatnio kumuluje w ząbkach jadowych.
I kąsam jak popadnie...
niedziela, 19 czerwca 2011
Niedzielne popołudnie
Niedzielne popołudnia mają jakąś dziwną moc w sobie. Niby popołudnie jak popołudnie, a wieczór jak wieczór. Ale to w niedziele nastaje delikatne przebijanie się promieni zachodzącego słońca przez połać wielu warstw okno-ozdabiaczy. W niedzielę wygląda to zupełnie inaczej.
I tak, konsekwentnie, rozdzielam sobie czas wolny między kłucie szmatki igłami zaprzężonymi w kolorowe niteczki, a zatapianiem się w nieistniejących światach słów pisanych.
Półlitrowy kubek, wypełniony po brzegi wyśmienitą mieszanką orzechowej herbaty, cukru wanilinowego oraz mleka, kusi. Gorący, pokrzepiający napój rozlewa się po wnętrzu lisicy, jeszcze bardziej poprawiając jej humor. W przerwie od zerkania zza szkieł drugiej pary oczu zanurza się w myślach. Wędruje w okolicach, które jeszcze bardziej rozgrzewają ją od środka. Po chwili wraca do rzeczywistości, tylko po to, by zanurzyć się znów w słowach lub feerii barwnych nitek.
I tak sobie myśli, niezobowiązująco, że jest szczęśliwa. Chyba.
Możliwe. Bardzo.
Sporo atrybutów tego dowodzi.
Np. niegasnący uśmiech, taneczny krok, melodie wciąż błąkające się po ustach.
A skąd nagła zmiana formatu wpisu?
Owy wypadek przy blogowaniu sponsoruje aparat. A dokładniej akumulatorki. Padnięte.
Wyssane.
A lisicy szkoda pięknego, niedzielnego popołudnia na szukanie ładowarki.
Ale drugi paw już prawie skończony ;)
I tak, konsekwentnie, rozdzielam sobie czas wolny między kłucie szmatki igłami zaprzężonymi w kolorowe niteczki, a zatapianiem się w nieistniejących światach słów pisanych.
Półlitrowy kubek, wypełniony po brzegi wyśmienitą mieszanką orzechowej herbaty, cukru wanilinowego oraz mleka, kusi. Gorący, pokrzepiający napój rozlewa się po wnętrzu lisicy, jeszcze bardziej poprawiając jej humor. W przerwie od zerkania zza szkieł drugiej pary oczu zanurza się w myślach. Wędruje w okolicach, które jeszcze bardziej rozgrzewają ją od środka. Po chwili wraca do rzeczywistości, tylko po to, by zanurzyć się znów w słowach lub feerii barwnych nitek.
I tak sobie myśli, niezobowiązująco, że jest szczęśliwa. Chyba.
Możliwe. Bardzo.
Sporo atrybutów tego dowodzi.
Np. niegasnący uśmiech, taneczny krok, melodie wciąż błąkające się po ustach.
A skąd nagła zmiana formatu wpisu?
Owy wypadek przy blogowaniu sponsoruje aparat. A dokładniej akumulatorki. Padnięte.
Wyssane.
A lisicy szkoda pięknego, niedzielnego popołudnia na szukanie ładowarki.
Ale drugi paw już prawie skończony ;)
piątek, 17 czerwca 2011
Paw i paf paf.
Się obijam książkowo zamiast haftować. Pratchett i jego Mort mnie znów wsysł. Ale z tym wsysnięciem jest mi całkiem dobrze.
No więc... Oto co wypłodziłam w ciągu ostatnich trzech dni. Mało, wiem.
No ale Śmierć, Wampir i Średniowiecze zbierają swoje żniwo ;)
Jeszcze jeden taki przystojniak i będę miała etui na telefon :)
A oto pyszczki, które mnie ciągle obserwują i kombinują, jakby mi tu zabrać niteczki i szmatkę z ręki... ;)
No więc... Oto co wypłodziłam w ciągu ostatnich trzech dni. Mało, wiem.
No ale Śmierć, Wampir i Średniowiecze zbierają swoje żniwo ;)
Jeszcze jeden taki przystojniak i będę miała etui na telefon :)
A oto pyszczki, które mnie ciągle obserwują i kombinują, jakby mi tu zabrać niteczki i szmatkę z ręki... ;)
Iskierka: Om nom nom...
Zjawa: Hej, Iskra, jadalne?
Iskierka: Nie... Ale coś tu błyska...
Zgubiłam igłę. Nie żeby to było coś nowego lub niezwykłego. Krążą już anegdoty o tym, ile Lis potrzebuje igieł do wyszycia jednego obrazka, ale... ta była ostatnia o.O
środa, 15 czerwca 2011
Różany Lisek i prawie skończony Oktarynek :)
W przerwie pomiędzy blackworkami wyhaftowałam to, co obiecałam Wampirkowi.
Woreczek na suszone kwiatki. Ładnie wygląda, ślicznie pachnie - same plusy ;)
Z tyłu jest otworek, aby można było zmienić wypełnienie na świeże i pachnące. Do tego krótki tekścik, który jest zbyt osobisty, aby go tak publicznie pokazywać. Swoją prywatność jednak, w przeciwieństwie do niektórych, cenię wysoko i nie sprzedam za garstkę uwagi osób postronnych (albo i nie).
Oktarynek prawie skończony. Została tylko ramka. No ale w notce nie może go zabraknąć, jesteśmy ze sobą silnie związani emocjonalnie ;) Kilka smaczków zatem, zanim przedstawię gotowy obrazek.
Woreczek na suszone kwiatki. Ładnie wygląda, ślicznie pachnie - same plusy ;)
Z tyłu jest otworek, aby można było zmienić wypełnienie na świeże i pachnące. Do tego krótki tekścik, który jest zbyt osobisty, aby go tak publicznie pokazywać. Swoją prywatność jednak, w przeciwieństwie do niektórych, cenię wysoko i nie sprzedam za garstkę uwagi osób postronnych (albo i nie).
Oktarynek prawie skończony. Została tylko ramka. No ale w notce nie może go zabraknąć, jesteśmy ze sobą silnie związani emocjonalnie ;) Kilka smaczków zatem, zanim przedstawię gotowy obrazek.
Całość pokażę na dniach ;)
Zaraz zabieram się za kolejny blackwork, turkusowo-złoty. Mało blackowy będzie, zupełnie nie mroczniasty.
Efektów końcowych jednak nie spodziewajcie się zbyt szybko. Opóźnienia sponsoruje Wampir i Sims Średniowiecze przez niego przyniesione.
A szczurki moje, Larva, Ubra i Scintilla, znów postanowiły się wyprowadzić z klatki. Same ją otworzyły. I teraz śpią w rogu półki. Aż żal je budzić. Smrodaśna i kudłata kupka szczęścia.
Z okazji okoliczności, które następują w lisim żywocie stwierdzam, że chyba wydoroślałam. Bo cudzy jad zamiast irytować - śmieszy. I zupełnie nic nie zmienia.
Nie w momencie, gdy wszystko zaczyna wracać tam, gdzie być powinno.
Lisi uśmiech. Lisi śmiech.
Powój, jaśmin i goździki.
Z lekką nutką kawy.
Ciepło. Cieplutko. I mlask mlask.
Pozdrawiam ciepło :)
niedziela, 5 czerwca 2011
Duzi Oktarynek... i ciągle rośnie!
Ha!
Egzaminy zmiażdżyłam. Po lisiemu wpadły cztery piąteczki do indeksu. No i ukończę szkołę ze średnią 5,0. Hm. Czerwony pasek dostanęęę? ;)
Pstryknęłam Oktarynowi zdjęcie, bo zdałam sobie sprawę, że go już dużo przybyło :)
Muszę szybko skończyć, bo Wampirzastemu obiecałam to i owo... :)
Tulam ciepło!
Egzaminy zmiażdżyłam. Po lisiemu wpadły cztery piąteczki do indeksu. No i ukończę szkołę ze średnią 5,0. Hm. Czerwony pasek dostanęęę? ;)
Pstryknęłam Oktarynowi zdjęcie, bo zdałam sobie sprawę, że go już dużo przybyło :)
Muszę szybko skończyć, bo Wampirzastemu obiecałam to i owo... :)
Tulam ciepło!
piątek, 3 czerwca 2011
Oktaryn rośnie :)
Dumna z siebie postanowiłam pochwalić się postępami w pracach nad Oktarynem :)
Gotowy obrazek będzie wielkości 18 na 25 cm :)
A jutro trzymajcie za mnie kciuki. Duzi egzamin. Zupełnie niefajnisty.
Gotowy obrazek będzie wielkości 18 na 25 cm :)
A jutro trzymajcie za mnie kciuki. Duzi egzamin. Zupełnie niefajnisty.
czwartek, 2 czerwca 2011
Znowu smoczo!
Ja jestem okropna. Jestem, okropniście okropna.
Domek jeszcze nie skończony, a już dłubię kolejny wzorek.
Moja wina, że zakochałam się w nim tak, że z kopyta pognałam po drobną kanwę i potrzebne mulinki?
Zaczęłam już nawet :)
To będzie nosek mojego Oktaryna :) Znaczy się smoczka o imieniu Oktaryn.
Postępy w domku wyglądają zaś tak:
Całość wygląda coraz lepiej, moim skromnym zdaniem ;)
Przyznaję, że do tej pory miałam złe doświadczenia odnośnie kanwy ''20. Ze względu na to, że jest diabli drobna, jedna kratka nie składa się z 4 nitek, ale z 2. Przez to nitka często mi się przesuwała na sąsiednie oczko. Ale ta dzisiaj nabyta kanwa jest jakaś inna, sklejona czy cuś. Nic mi się nie przesuwa, nie pruje.
Nic tylko wyszywać!
Domek jeszcze nie skończony, a już dłubię kolejny wzorek.
Moja wina, że zakochałam się w nim tak, że z kopyta pognałam po drobną kanwę i potrzebne mulinki?
Zaczęłam już nawet :)
To będzie nosek mojego Oktaryna :) Znaczy się smoczka o imieniu Oktaryn.
Postępy w domku wyglądają zaś tak:
Całość wygląda coraz lepiej, moim skromnym zdaniem ;)
Przyznaję, że do tej pory miałam złe doświadczenia odnośnie kanwy ''20. Ze względu na to, że jest diabli drobna, jedna kratka nie składa się z 4 nitek, ale z 2. Przez to nitka często mi się przesuwała na sąsiednie oczko. Ale ta dzisiaj nabyta kanwa jest jakaś inna, sklejona czy cuś. Nic mi się nie przesuwa, nie pruje.
Nic tylko wyszywać!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
















