Oj oj. Czekam na dzień, kiedy w końcu będę mogła usiąść i na spokojnie poprzeglądać Wasze blogi. Wszystko w biegu. I biegu.
I wciąż w biegu.
Ale lubię ten stan, nie dający mi czasu na myślenie. Czy warto. Czy jest sens. Dlaczego. Po co. I czemu tym razem miałoby być inaczej.
Plynę. I tonę jednocześnie.
"I jeszcze jedno:
Nie pytaj ile snów rozwiałam już lekką ręką..."
Uf. Akumulatorki znowóż zdychają radośnie. Ale jedno zdjęcie udało mi się zrobić :)
Jakość kiepska, ale wiecie, miałam tylko jedną, jedyną szansę... ;)
Jak widać już końcówka. Dwa kolory w tle wyszyć no i backi. To chyba najładniejszy z moich dotychczasowych haftów. Sama jestem nim onieśmielona za każdym razem, gdy wyciągam po niego rękę. Drżącą w obawie, że może popsuć to piękno zaklęte za szeregami kolorowych krzyżyków... :)
A teraz pozahafcikowo. Chociaż nie do końca. Bo z wyszywanymi aktualnie różyczkami bardzo kojarzy mi się jedna piosenka.
Sprawia, że uśmiecham się radośnie. Idę tanecznym krokiem. Zapominam o wszystkim, co było, jest i będzie złe.
Czyni mnie zwyczajnie szczęśliwą na kilka chwil zapełnionych cudownym głosem Anji Orthodox :)
"Taniec myśli uporczywych trwa
Powracają echa dawnych pragnień Kochać dziwnych cieni nie ma czasu
W lawinie kolejnych zdarzeń
Dzisiaj łzom powierzysz znów
W sekret ciszy swego zapomnienia
Ból tak zimny jak wygasłe słońca
Radości i marzenia
Orchidea na dłoni
Na sercu polny mak
Pamięć za wiatrem goni
Do ucha szepce żal
Półcieniami ogród wzywa cię
Tutaj jesteś malwy białym kwiatem
Mandarynką słodką jak marzenie
I barwy krwi granatem
Krzewy sino-bladych róż
Obok nich otwarta ziemia woła
Aby wejść, zasypać się i stanąć
Jak one nieruchoma
No i po wszystkim :)
Egzaminy poszły nadwyraz dobrze, dumnam z siebie niesłychanie.
Teraz skupiam się na nauce jazdy i... paskudnym nicnierobieniu :)
Czyli możecie przyjąć, że dziko haftuję i równie zaangażowanie czytam.
Akurat biorę na tapetę "Gildię Magów". Ciekawa jestem, cóż to za twór :)
W nagrodę za rewelacyjne egzaminy poszłam sobie do fryzjera :) I tak oto z bordowej zrobiłam się czystym ogniem :)
Powiem narcystycznie, że nie mogę się sama na siebie napatrzeć w lustrze. Próżne zwierzątko, próżne okropnie ;)
Postępy nad różyczkami są i, jak na postępy przystało, śmiało postępują w kierunku bardziej postępowego postępu ;)
Sami zresztą oceńcie :)
Teraz należy tylko udawać, że się nie przejmuję wrogością i fałszem rzekomych przyjaciół. A wszystko będzie dobrze.
"Obcy powstali przeciw mnie wszystkie te spojrzenia wrogość w nich siła i strach i wielu zuchwale mnie zwalcza wszystkie zmysły ich zmierzają do mej zguby zabijają powoli
Chcę już teraz iść plując w twarz zhańbionych mówić do nich by zrozumieli"
a tak na szybciutko. Bo nauka czeka. Książki czekają.
I w ogóle życie ucieka. Przecieka przez palce. Chwile są jak światło zamknięte między palcami. Trzeba korzystać teraz.
I robić wszystko już już. Nie później lub jutro.
Więc na szybko:
Prace nad różyczkami troszkę spowolniły. Ale to nie z mojej winy, a z winy przeciekającego między paluszkami czasu. Mało go było ostatnio. A zużyć było trzeba. Teraz różyczki moje różowe wyglądają o tak:
Wreszcie udało mi się uchwycić kolory. Ale za to ostrość posysa. No trudno. Coś za coś ;)
Zgodnie z obietnicą: dzisiaj dziewiąty dzień miesiąca. Więc trzeba się pochwalić słoiczkiem z nitkami :)
Na prawym paseczku dodaję nową miniaturkę :)
A teraz śmigam gotować zupę pomidorową.
Pozdrawiam! :)
Dziwny był to rok. Pełen kontrastów. Pełen bezgranicznego szczęścia. A za razem wypełniony po brzegi goryczą rozczarowań.
Wspominam go z uczuciem dziwnego ciepła w okolicach czegoś, co rzekomo zajmuje się wyłącznie pompowaniem krwi.
Wciąż okazuje się, że czas lubi zataczać pełne koło. Te same wydarzenia w tych samych miesiącach.
Przekleństwo Dziewiątej dalej trwa. Jakby nie było.
W bilansie zysków i strat jestem jednak na plusie.
Znalazłam pasję i przyjemność w pozornie blahej czynności.
A oto przed Wami efekty zajmowania się ową blahą czynnością.
Czyli... wykaz hafcików skończonych w 2011 roku :)
Sacrilege, and we keep on dancing. Heretic, whisking round and round. Blasphemies that go round the fire. Dont wake from your sleep.
Śpiewam, tańczę, dobrze mi, ach ach!
Nie dziwcie się. Spanie po 4h dziennie doprowadza w końcu do dziwnego stanu. Mam wrażenie, że wszystko co się dzieje wokół mnie to sen.
Ale owy sen jest dosyć interesujący. Więc nie budźcie mnie, o!
Wyszywaniowo cacy. Sami spójrzcie! :)
I dla Was owa heretycka pieśniczka, hopsa:
Sacrilege, and we keep on dancing.
Heretic, whisking round and round.
Blasphemies that go round the fire.
Dont wake from your sleep.
Święta chylą się ku końcowi. A Lisic siedzi i dłubie w kanwie. Lubi ten stan błogosławionego nicnierobienia. Słodkie to. I dziko przyjemne :)
Niestety awaria komputera uniemożliwiła mi dodanie TUSALowego zdjęcia w zeszłym miesiącu. Jednak w tym nic mnie nie powstrzyma!
Niteczek przybyło od groma. Nawet nie sądziłam, że tak szybko i tak dużo ich się namnoży :)
Tadadaaa!
Pojawiło się pierwsze postanowienie noworoczne :) Każdego dziewiątego dnia miesiąca będę wrzucać nowe zdjęcie słoiczka :) Jakieś to takie miłe widzieć, że jednak COŚ się robi :)
A co do robienia: różyczki rosną!
Zdjęcie nieaktualne już. Chociaż dzisiaj robione. Listków już całkiem sporo przybyło ;)
Pozdrawiam serdecznie i życzę udanej końcówki Świąt :)
Widzimy się niebawem!
No cóż, powoli się zbieram do kupy :)
Czas pochwalić się tym, co ostatnio dziergałam. A dziergałam całkiem sporo :)
Oto postępy w Elemental Cosmos :)
Zrobilam sobie fajny prezent pod choinkę. Kilka zestawów do wyszywania :)
Oto jak powstają róże z Dimensions :)
A oto ukończony, świąteczny twór!
HO HO HO!
Tym świątecznym akcentem kończę notkę, bo muszę lecieć na wykład pt. "Życie to nie Carmagedon - jeżdżenie po chodnikach to nie najlepszy pomysł" ;)
Nie wiem, jak będę stała z czasem do Świąt, więc życzę Wam od razu dużo spokoju, pogody ducha i szczęścia.
Bo szczęście jest najważniejsze. I to o bycie szczęśliwym w życiu chodzi :)
Niewiele osób wie, jak ciężko jest udawać, że jest dobrze, gdy wcale tak nie jest.
Gdy każde zamyślone spojrzenie tłumaczysz przemęczeniem, a bezsenność nieustającą pełnią. Gdy ciągłe zniechęcenie przypisujesz niedospaniu, a za wszechogarniający smutek obwiniasz pogodę.
Są dni, gdy nie chcesz pomocy. Gdy ból dodaje sił, czyni lepszym. Krystalizuje duszę, spaja rozbiegane myśli.
Wydaje się, że jest dobrze.
Wydaje się.
Wystarczy jedna rzecz. Jeden maleńki szczegół. Wystarczy niesforne ziarenko piasku, aby runął cały zamek. Delikatny powiew wiatru, aby padł kolejny domek z kart.
Uśmiecham się sennie, przecierając mokre policzki.
Łudzę się, że cokolwiek ma sens.
Łudzę się, że mam rację.
Łudzę się, że warto żyć.
Może w końcu odnajdę siłę i chęci, aby tu powrócić na stałe.
Na razie muszę posklejać stertę szkła w spokojne życie.
Tylko czemu te drobiny mają tak ostre krawędzie?
Dlaczego znowu krwawię?